niedziela, 6 czerwca 2021

Waga i tylko waga


Przez cały maj przebiegłem 86 km podczas 13 treningów. Waga spadła ok. 1 kg do 87,3 kg. Moja prawidłowa waga (nie prawidłowa waga biegowa, tylko "sylwetkowa") to ok. 80 kg, co przy wzroście 1,74 daje BMI równe 26,4.

Wskaźnik BMI jest zbyt generyczny, żeby mógł opisywać dobrze wszystkich ludzi, bez względu na typ budowy ciała czy płeć. Bardzo dużo zależy od budowy ciała, oprócz BMI ważne są obwody ciała, no i ogólny wygląd sylwetki.

Historycznie najlepsze wyniki na dyszkę miałem w 2016, ważyłem wówczas 76,7 kg, BMI równe 25,3. W 2018 pobiegłem dyszkę w 45:57 przy wadze 83,5 kg (BMI 27,6). W 2019 przebiegłem 10 km w 45:37 przy wadze 83.6 kg (BMI 27,6). Podsumowanie tych startów i wag ciała zawiera poniższa tabelka:



Niewątpliwie waga ma znaczenie decydujące w bieganiu, te dobre wyniki w 2016 w moim przekonaniu wzięły się przede wszystkim ze zbicia wagi. Nie biegałem wówczas jakoś specjalnie więcej ani ciężej, w całym roku przebiegłem ok. 1000 km. Poniżej wklejam linka do kalkulatora obliczającego wpływ wagi na biegowy wynik, wskazuje on, że zrzucenie 1 kg pozwala na pobiegnięcie 10 km w ok. 30 sekund szybciej.
Ahoj!

środa, 19 maja 2021

Powoli do przodu ku 50/10


Pojawiło się światełko w tunelu na odmrożenie imprez masowych jesienią tego roku. Jestem po pierwszej dawce szczepionki Pfizera i udziela mi się ogólny optymizm społeczeństwa związany z perspektywami pokonania pandemii, ten optymizm dobrze komponuje się z wiosną, którą właśnie mamy. Maj to pewnie miesiąc "the best" ze wszystkich miesięcy, które istnieją.

I to wszystko pomimo tego, że u mnie z kondycją i wagą słabo, ważę jakieś siedem kilo za dużo i trzeba będzie nad tym popracować w tym roku. Tempo biegu komfortowego spadło do ok. 5:40/km, także po pandemii kondycja fizyczna mocno w dół. Nie odrobię tego w miesiąc lub dwa, a raczej w rok-półtora.

Nic mnie tak nie motywuje jak zbliżające się zawody, także spróbuję zapisać się na jakąś dyszkę jesienią tego roku. Postanowiłem wrócić do trenowania krótszych dystansów, treningi do półmaratonu wychodziły mi słabo w latach 2018-2020. Może pobiegnę jakiś półmaraton z treningu do dychy, przestałem się bać tego dystansu po jego ukończeniu w Szamotułach. A zatem plan na jesień tego roku to dyszka i półmaraton.

Cel czasowy (realny) to prawdopodobnie przebiegnięcie 10 km poniżej 50 minut na jesień. Jak już pisałem, zależy mi na zrzuceniu tych zbędnych kilogramów na ścieżkach biegowych w tym roku.

Później zastanowię się co dalej, ale prawdopodobnie będę kontynuował poprawianie się już w warunkach "post-pandemicznych" i, mam nadzieję, z wagą bliższą startowej.

Ahoj!

niedziela, 20 września 2020

No i po półmaratonie...

10 sierpnia Litwa wprowadziła (a raczej: przywróciła) ograniczenia wjazdowe dla obcokrajowców. Polska została zaliczona do krajów, których obywatele podlegają 14-dniowej obowiązkowej samoizolacji, ponieważ liczba zachorowań na 100 tys. mieszkańców znajdowała się w przedziale 16-25. Z uwagi na to, że liczba zachorowań w naszym kraju ciągle rosła i przekroczyła poziom 25 zachorowań na 100 tys. mieszkańców, Litwa wprowadziła dodatkowe ograniczenie: obowiązek testu na Sars-Cov-2 zrobionego nie wcześniej niż 72 h przed wjazdem. W tej sytuacji udział Polaków i mój w półmaratonie w Wilnie stał się niemożliwy.

Napisałem maila do organizatorów z pytaniem, czy możliwy jest zwrot pieniędzy (20 EUR) lub bezpłatne przeniesienie startu na przyszły rok 2021. Organizatorzy odpowiedzieli, że nie zwracają pieniędzy, ale za dodatkową opłatą 10 EUR jest możliwość przeniesienia startu za rok, bez straty pakietu. W sumie opcja całkiem ok, w miarę uczciwe postawienie sprawy, jednak trzeba posiadać konto walutowe, żeby zrobić przelew, a to realna przeszkoda. Machnąłem ręką, półmaraton, pakiet i 20 EUR przepadły.

W tej sytuacji nie wystartuję w żadnym biegu w tym roku, pandemia pokrzyżowała nie tylko moje plany. Mam nadzieję, że w przyszłym roku biegi masowe ruszą na dobre, granice nie będą zamykane i otwierane, a zawody odwoływane w ostatnim momencie.

Mam nadzieję, że społeczeństwo się wyszczepi, albo, że zyska naturalną odporność. Nie ma na ten moment trzeciego rozwiązania. Tak mówią wirusolodzy.

Rezerwacje hoteli na Litwie udało się bezkosztowo odwołać, zostałem z mapą i do połowy przeczytanym przewodnikiem po Litwie. Jedyny koszt to półmaraton, którego nie pobiegłem. Mapa i przewodnik z cała pewnością się jeszcze przydadzą.

A na urlop wybrałem się na Suwalszczyznę, czyli w okolicach Sejn taką naszą "małą Litwę", cokolwiek by o tym sformułowaniu nie myśleli Litwini. Kilka zdjęć w wyjazdu zamieszczam poniżej.

1. Mural w Suwałkach

2. Stacja green velo w Oklinach (okolice jeziora Hańcza)

3. Jezioro Hańcza (widok z okolic Starej Hańczy)

4. Rezerwat - głazowisko w Bachanowie








Wracam powoli do biegania, po dwutygodniowej przerwie, przestałem biegać kiedy okazało się, że nie ma szans na wileński półmaraton. Mam nadzieję, że w przyszłym roku imprezy powrócą. Może jakiś pierwszy start na wiosnę, na pewno jesienią.

Oby do szczepionki :-) ahoj!

niedziela, 16 sierpnia 2020

28 dni przed Wilnem

To nie jest dobry rok pod kątem treningów biegowych. Przebiegłem 495 km, mało, nawet jak na mnie. Na początku roku plany pokrzyżowała mi pandemia - miałem ułożony plan treningowy, ale okazało się, że jest lockdown, można biegać tylko w maseczce, nie można biegać, nie można wchodzić do lasu etc. Wszystko się popsuło.






Od marca pracuję z domu, co teoretycznie powinno sprzyjać treningom, bo jestem mniej zmęczony i mam dla siebie około dwóch godzin czasu więcej na dobę. Nie poprawiło to jednak liczby moich treningów i czasu spędzonego na ścieżkach biegowych. Brak imprez biegowych i ważące się aż do końca losy półmaratonu w Wilnie również nie działały motywująco.

Prawdopodobnie moja praca z domu utrzyma się przez dłuższy okres. Bill Gates prognozuje, że bogate kraje uporają się z pandemią do końca 2021 roku. Może wtedy wrócimy do biur ?

Za cztery tygodnie biegnę półmaraton w Wilnie, jednak pogodziłem się z tym, że bariery 1:40 nie złamię, na pewno nie w tym roku. Porównuję moje treningi z tego roku i treningi sprzed dwóch lat (przed półmaratonem w Szamotułach 1:50:46) i forma jest wyraźnie niższa.

Przykładowe wybrane trzy treningi na asfalcie z sierpnia 2018 roku na dystansie 8-12 km:
Dystans/tempo/tętno
8 km/5:39/147
8 km/5:42/149
12 km/5:36/149

Natomiast aktualnie, w sierpniu tego roku biegam jak poniżej:
8 km/5:30/162
7 km/5:22/163

Widać, że jest gorzej i czuję to, natomiast są jeszcze 4 tygodnie i wierzę, ze uda się pobiec lepiej niż te 1:50:46 w Szamotułach. Może w granicach 1:48-1:49 ?

Marzy mi się, żeby za rok było już po pandemii, żeby wrócić do Szamotuł przygotowany i chudziutki :-) i sieknąć np. 1:45 a może nawet 1:40 w półmaratonie...

Ahoj!

sobota, 11 kwietnia 2020

Sars-Cov-2

Nie, to nie będzie wpis o koronawirusie. Przynajmniej będę się starał. Tytuł adekwatny do czasów, w których przyszło nam żyć. Jak będę sobie przeglądał bloga w przyszłości, to będę miał całkiem dobry odnośnik czasowy.

Pocieszam się, że nie jestem w grupie ryzyka, jednak czasy są ciężkie... W Polsce epidemia zaczęła się 4 marca (oficjalnie) i trwa już ponad miesiąc.


Organizatorzy odwołują kolejne biegowe imprezy, a ja trzy tygodnie temu miałem zacząć plan pod półmaraton w Wilnie, a dokładnie chciałem go zacząć 23 marca. Powoli się rozpędzam, żeby dojść do trzech treningów biegowych, jednego wyjeżdżenia rowerem i jednego core stability w tygodniu.

W zasadzie kończę trzeci tydzień planu, na razie realizuję go w 50%. Plan to złamać 1:40 w półmaratonie w Wilnie na początku września.

W obecnej sytuacji nie wiadomo, czy w ogóle odbędzie się w tym roku jakaś masowa impreza biegowa w Polsce czy na Litwie, ale ja ciągle wierzę, ze tak.

Podobno za bieganie można dostać 500 zł mandatu, jednak staram się biegać w miejscach ustronnych, gdzie nie ma ludzi. Sytuacja prawna całego tego zamieszania jest niejasna. Niestety zamknięto Kampinoski Park Narodowy - do odwołania.

Zanim wybuchła pandemia miałem plan, żeby zrealizować trzy cele biegowe w tym roku:
A. Przebiec w całym roku 2020 1100 km
B. Przebiec 10 km poniżej 43:30
C. Przebiec półmaraton w czasie poniżej 1:40

W tej sytuacji postaram się przebiec te zakładane 1100 km i półmaraton w czasie poniżej 1:40. Startów nie będzie dużo, jeżeli już to we wrześniu i jesienią tego roku.

Prawdopodobnie wielu biegaczy nie odważy się wziąć udziału w żadnym biegu masowym w tym roku, nawet jeśli zaczną być organizowane. Nie wiadomo jak długo to potrwa.

W Chinach po 4 miesiącach pojawiają się pierwsze oznaki odwilży. Jednak Chiny podeszły do tematu bardziej stanowczo.

wtorek, 31 grudnia 2019

Podsumowanie 2019



Minął kolejny rok mojego biegania. Na początku roku postawiłem sobie trzy cele do osiągnięcia: po pierwsze przebiec w całym roku 900 km, po drugie przebiec półmaraton poniżej 1:45:00, wreszcie po trzecie - przebiec dyszkę w czasie poniżej 44:00.

CELE

Udało się zrealizować tylko jeden z powyższych celów, pierwszy z nich, do tej pory przebiegłem 927 km.
Najlepszy czas na dyszkę w tym roku to 45:37 w Biegnij Warszawo osiągnięte na początku października. Zabrakło do celu jednej minuty i trzydziestu siedmiu sekund.
Co do półmaratonu to pisałem o logistycznym niepowodzeniu w Budapeszcie tutaj. Myślę, że gdybym w nim wystartował, to udałoby się pokonać barierę 1:45. Cały letni sezon (25 tygodni) trenowałem pod półmaraton według planu ze strony treningbiegacza.pl. Sporo biegów długich, w tempach około 5:00-5:10/km. Pozostaje mieć nadzieję, że ta bariera pęknie już niedługo.

STARTY

Ze startami było trochę dziwnie w tym roku. Startowałem cztery razy, co widać na screenie poniżej. Plany startowe ulegały niespodziewanym modyfikacjom przez cały rok. Zapisałem się na orlenowską dyszkę w kwietniu, ale zrezygnowałem, gdyż... byłem zbyt słabo przygotowany. Na początku letniego sezonu Radom, a pod koniec sierpnia Szczecin - bardzo gorąco, start nieudany także z tego powodu, że zostałem zamknięty w tłumie. Później wspomniany (i wciąż nieodżałowany) półmaraton w Budapeszcie, koniec sezonu to Biegnij Warszawo i piątka w Bydgoszczy. Takie ratowanie sezonu.


OGÓLNIE O BIEGANIU

Dobrze mi się biegało w tym roku. Nie było jakiejś strasznej napinki na plan i wyniki, ale z drugiej strony nie odpuszczałem i starałem się robić swoje. Poznałem kilka nowych tras w okolicy.
W listopadzie skończyłem 43 lata i coraz częściej zaczyna do mnie docierać, że rozwój i postęp nie będą trwać wiecznie. Moje wyniki nie są wyśrubowane, stąd pewne nadzieje i plany na poprawienie się. Czas półmaratonu jest słaby, dyszka pewnie także jest do poprawienia. Czasami przelatuje myśl o maratonie, ale to jeszcze nie w nadchodzącym roku.
Niestety mam tendencję do "rozdrabniania się" pomiędzy różnymi aktywnościami, a nie koncentrowanie się na jednej. Motocykl, góry, szachy, czytanie książek, gdyby nie te wszystkie pochłaniacze czasu, biegałbym znacznie lepiej. Nie wspominając o pracy, ale jej trudno się pozbyć :). No tak, praca zdecydowanie przeszkadza w rozwijaniu hobby...

Jednak myśl o tym, żeby zredukować życie do pracy i biegania budzi we mnie zgrozę :).
Wszystkiego Dobrego w Nowym Roku!

niedziela, 20 października 2019

7. Biegnij z nami 5 km Bydgoszcz

Do Bydgoszczy pojechałem w sobotę, chciałem być przed 18-tą, żeby odebrać pakiet, ale okazało się to nie do zrealizowania. Droga zajęła pięć godzin (316 km), starałem się omijać płatne autostrady, zaoszczędziłem trochę pieniędzy, straciłem trochę czasu. Do hotelu przyjechałem przed 19-tą.

Co to lubię w hotelach przed biegami, to możliwość całkowitego "wyłączenia się" w ten ostatni wieczór przed biegiem. Nie biorę laptopa, nie mam internetu, nie ma obowiązków domowych, mogę tylko czekać na bieg. Jedyną rozrywką jest wywiad z Karolem Strasburgerem na Polsacie :). Nie mam też nigdy problemów ze snem w ostatnią noc, zasypiam bardzo szybko. Tak jest też tym razem.


W niedzielę rano śniadanie w hotelu, parę minut po ósmej, bardzo smaczne, trzy godziny przed biegiem. Wymeldowuję się i jadę na parking pod Lidlem, w pobliżu stadionu Zawiszy Bydgoszcz. Parking, jak się okazuje - płatny. Jakiś Niemiec startujący w półmaratonie pyta mnie łamanym angielskim, czy musi kupić bilet parkingowy. Mówię mu, że musi. Zresztą sam też kupuję i idę odebrać pakiet.

Pakiet odbieram na obiekcie Zawiszy, przy okazji odwiedzam toalety, później wracam do samochodu i przebieram się. Jest godzina 11-ta, mam godzinę do biegu, temperatura około 21 stopni, niestety spory wiatr. Czyli warunki dobre, ale nie bardzo dobre.

Rozgrzewam się około 45 minut już na bieżni stadionu, ćwiczę też tempo startowe. Po rozgrzewce jestem lekko spocony, ale czuję, że tak powinna wyglądać rozgrzewka przed startem. Myślę o tym, żeby biec na 21:15. Trasa biegu bardzo szybka, biegnie się w kierunku Myślęcinka dwa i pół kilometra, później agrafka 180-stopniowa i powrót tą samą trasą.

Czas biegu: 21:47
Średnie tętno: 180 ud./min.
Miejsce OPEN: 95/636

Czasy poszczególnych kilometrów przedstawiają się następująco:
4:18.7
4:15.6
4:27.7
4:25.9
4:16.3

Ostatni piąty kilometr przebiegam ze średnim tętnem 190, tuż przed metą próbuje mnie ktoś wyprzedzić, jakoś to instynktownie wyłapuję i przyspieszam, odpierając atak. Padam za metą. Bieg czuję do końca dnia. A nawet jeszcze dłużej.

Później powrót do Warszawy, praktycznie tą samą trasą co w sobotę, skróciłem jedynie odcinek między Inowrocławiem a Włocławkiem, jadąc drogą wojewódzką numer 252. W sumie wyszło ponad 300 km (dokładnie 302 km). Wliczając godzinny mega-korek pod Warszawą jechałem dłużej niż w sobotę - wyszło ponad sześć godzin jazdy.

Wykończony biegiem i sześciogodzinną jazdą wróciłem do domu, żadna siła nie była mnie w stanie zmusić do pójścia na wybory. Także zostałem jedną z tych czarnych, niegłosujących owieczek.
Ahoj!